- 27.9.14
- 92 Komentarze
Hej kochani! Na dzisiaj przygotowałam post z nowościami kosmetycznymi. Przez ostatni tydzień doszło do mnie kilka przesyłek: dwie wygrane w konkursach, moje zakupy i przesyłka od siostry z Anglii. Do tego mój malutki zakup z Rossmanna. Trochę się tego wszystkiego nazbierało, więc przejdźmy od razu do konkretów. :)
Zacznę od mojego zamówienia z Annabelle Minerals. Po długiej kilkumiesięcznej przerwie postanowiłam wrócić do podkładu mineralnego. Najpierw zastanawiałam się nad Lily Lolo, ale bałam się brać w ciemno podkład za ponad 70zł. Z kosmetykami AM miałam już styczność. Ponad rok temu miałam podkład kryjący w odcieniu Beige Medium. Tym razem zdecydowałam się na pełnowymiarowe opakowanie w jaśniejszym odcieniu i w wersji matującej. Do tego dokupiłam sobie jeszcze dwie próbki (7,50zł/1g - starczy w zupełności na zapoznanie się z odcieniami), a 3 dostałam w gratisie. Odcień Beige Fair to był strzał w dziesiątkę, a jak złapię trochę promyków słońca to pomieszam go z ciemniejszymi próbkami.
Kosmetyki Mythos udało mi się wygrać w konkursie u Ewy z bloga Bez Owijania w Bawełnę. Nagrodą był zestaw żel pod prysznic, krem do rąk + ręcznik, czyli w rzeczywistości malutka ściereczka. Firma FLAX jak zawsze zadbała o dodanie kilku próbek. Z greckimi kosmetykami miałam już styczność, pojawiło się nawet kilka recenzji na blogu, znajdziecie je pod etykietą Mythos.
Poniższe kosmetyki to jeszcze nie moje zakupy z Rossmanna, a wygrana od Wery z bloga Zakręcony Świat Wery. W ładnie zapakowanej paczce od Rossmanna znalazłam:
- Facelle - płyn do higieny intymnej - miałam już kiedyś, dobrze się u mnie sprawdził,
- Isana - żel Violet Passion - tej wersji jeszcze nie miałam, ale żele Isany lubię,
- Alterra - szampon i odżywka do włosów granat &aloes - znam i lubię,
- FussWohl - krem do stóp - nie miałam nigdy wcześniej,
- Alterra - peeling pod prysznic papaja&kokos - mam nadzieję, że okaże się lepszy od wersji pomarańcza&cukier trzcinowy, który męczę ostatnio.
Rossmannowskie -49% na kolorówkę nie zrobiło na mnie tym razem większego wrażenia. Jeszcze na początku wybrałam się po podkład z Bourjois HM nr 51, którego nie było (stąd też moje zamówienie podkładu mineralnego). A drugi raz w Rossmannie byłam wczoraj. Kupiłam tylko pomadkę Maybelline Color Whisper w odcieniu 210 Oh La Lilac - oczywiście troszkę uszkodzona na sztyfcie, ale trudno, wyrówna się. Miałam zamiar kupić też lakier do paznokci, ale były strasznie poprzebierane, a te które mi się spodobały wyglądały na zepsute, jakby stały w szafie kilka lat. Ale nic dziwnego, skoro dziewczyny obok mnie normalnie na luzie malowały sobie paznokcie, a później odkładały lakiery na półkę.
Kolejne nowości to dary losu od mojej siostry, która postanowiła zrobić sobie mały porządek w kosmetykach i wysłała mi paczkę. Znalazłam w niej m.in. serum z witaminą C, dwie mgiełki do ciała brzoskwiniową i kokosową, truskawkowy olejek pielęgnacyjny i kokosowe masło do ciała z shimmerem (będzie jak znalazł, gdy w końcu zrobi się ciepło). Najbardziej to cieszę się z mgiełek, już od dawna miałam na nie ochotę. ;)
''Odziedziczyłam'' też trochę kolorówki. Paletka cieni z Accessorize, 3 szminki i 2 błyszczyki z MUA, błyszczyk z Nivea, 2 błyszczyki z TBS i dwa ładniutkie lakiery z Revlonu. Gdybym tylko wiedziała co znajdzie się w paczce to nawet bym wczoraj do Rossmanna nie szła.
I na koniec mały smaczek - Benefit cha cha tint, czyli dla mnie totalna nowość, jest to kosmetyk do podkreślania ust lub policzków. Taka mała próbka była oczywiście dodana za free do jednej z angielskich gazet. Szkoda, że u nas nie ma takich fajnych dodatków, a jak już coś się znajdzie to cena gazety leci w górę.
Napiszcie czy cos Was szczególnie zainteresowało, to postaram się przygotować za jakiś czas recenzje. A może znacie któryś z tych kosmetyków? Jeśli tak podzielcie się koniecznie swoją opinią. :)
- 7.5.14
- 116 Komentarze
Hej kochani! Dzisiaj będzie post z TAG'iem, na pomysł którego wpadłam kilka dni temu. Mam nadzieję, że przynajmniej kilka z Was dołączy do zabawy. Rok 2013 powoli dobiega końca, pierwszy tydzień grudnia już za nami. Pomyślałam, że jest to dobry czas by wybrać TOP 5 pomadek do ust, których z przyjemnością używałam w tym roku. Z chęcią pooglądam Wasze pomadkowe typy, dlatego zamiast zwykłej notki jest to TAG.
TAG - TOP 5 pomadek 2013 roku
Zasady:
1. Napisz, kto zaprosił Cię do zabawy.
2. Wymień (opcjonalnie opisz) i pokaż 5 pomadek, których z przyjemnością używałaś w ciągu 2013 roku.
3. Jeśli masz ochotę pokaż zbiorczo swoje wszystkie kosmetyki do ust.
4. Zaproś do zabawy minimum 5 osób.
5. Będzie mi miło, jeśli poinformujesz, że tag pochodzi z mojego bloga (one-more-dress.blogspot.com).
A oto moja lista TOP 5 pomadek 2013 roku. Na ustach pokazywałam większość z nich już wcześniej, linki podałam w opisach. Tylko Celia nie miała jeszcze swojej premiery na blogu.
5. Będzie mi miło, jeśli poinformujesz, że tag pochodzi z mojego bloga (one-more-dress.blogspot.com).
A oto moja lista TOP 5 pomadek 2013 roku. Na ustach pokazywałam większość z nich już wcześniej, linki podałam w opisach. Tylko Celia nie miała jeszcze swojej premiery na blogu.
1. Pomadka Wibo Eliksir o właściwościach nawilżających nr 01. Jest to piękny różowy (nie wyzywający) odcień o błyszczącym wykończeniu. Świetnie prezentuje się na ustach, nie podkreśla suchych skórek. Gdyby nie recenzje na Waszych blogach pewnie nigdy nie zdecydowałabym się na te pomadki. Opakowanie może nie jest zbyt ładne, ale zawartość to mistrzostwo jak za cenę poniżej 10zł. Pokazywałam ją tutaj razem z koralowym odcieniem 07.
2. Drugą pomadką, którą wybrałam jest pomadka w kredce. Mam ją w sumie od niedawna, ale już stała się moim ulubieńcem. Jest to kredka Power Pout z Makeup Academy w soczystym odcieniu Broken Hearted. Wykończenie ma podobne do Wibo Eliksir. Pięknie połyskuje na ustach, nie wysusza ich. Jest to zresztą kredka balsamiczna to nie ma prawa tego robić. Pomadki w kredce mam póki co tylko z tej firmy, ale podejrzewam, że kredka z Bourjois też by mogła mieć tutaj swoje miejsce, gdybym ją tylko miała. Tę oraz 2 inne odcienie Power Pout pokazywałam tutaj. :)
3. Kolejna pomadka to niestety trudno dostępna Celia nr 19. Znalazłam ją w małym sklepie kosmetycznym za niecałe 10zł. Idealny nienachalny odcień na co dzień. Ni to róż ni koral, mi się podoba. Pokazuję ją na ustach poniżej.
4. Koralowa pomadka z Makeup Academy nr 15 skradła moje serce szczególnie w wakacje. Soczysty kolor o nazwie Juicy pasował do lekkich kolorowych makijaży. Pokazywałam ją tutaj. :)
5. I na koniec balsam koloryzujący L'oreal Color Riche nr 418. Jest to delikatny koralowy odcień, niemalże niewidoczny na ustach, ale jednak trochę je podkreśla. Bardzo przyjemna konsystencja. Z pewnością będę sprawię sobie inne odcienie w przyszłym roku. Recenzja pomadek 418 i 218 tutaj.
Tak prezentują się swatche na dłoni TOP 5 pomadek, które pokazałam powyżej.
A tutaj moje wszystkie kosmetyki do ust. Trzymam je obecnie w pudełku po ShinyBoxie, ledwo się mieszczą. Muszę zrobić w nich porządek, bo niektórych od dobrych miesięcy nie używam i pewnie nadają się tylko do kosza. :)
A jaka jest Wasz lista TOP 5 pomadek 2013 roku?
Zapraszam do udziału w moim TAG'u
oraz wszystkich, którzy mają ochotę pokazać swoje pomadkowe perełki 2013 roku. :)
- 9.12.13
- 72 Komentarze
W dzisiejszym poście pokażę Wam cudowne przesyłki z listopada oraz wczorajszy prezent mikołajkowy. Czyli będę się chwalić, bo uważam, że takie paczuszki zasługują na to aby pokazać je światu i jeszcze raz podziękować publicznie ich nadawcom. :)
Zacznę od paczek. Są to wygrane w 2 konkursach, 2 rozdaniach i paczka z Malinowego Klubu. Otwieranie każdej z tych paczek sprawiło mi ogromną radość, zresztą zaraz same się przekonacie o czym mówię. Piękne prezenty, cudnie zapakowane, czego chcieć więcej?
Na początek może największa pod względem gabarytowym paczka. Wygrałam u MałejMi konkurs kreatywny. W sumie rzadko mi się udaje wygrywać w takich konkursach, bo często wygrywają rymowanki, a ja nie mam do nich głowy, ale tym razem to właśnie moja odpowiedź spodobała się organizatorce. Przesyłka totalnie mnie zaskoczyła. - tzn. wiedziałam co będzie w środku (słodycze i uroczy kubek z Kubusiem Puchatkiem), ale chodzi o opakowanie. Nigdy jeszcze nie dostałam prezentu ani paczki w tak cudownym ozdobnym pudełku w kształcie serca! Dziękuję jeszcze raz, a teraz zobaczcie same przesyłkę.
Przesyłka z kosmetykami marki Soraya to paczuszka od Anuszki z bloga Anuszkowe Uciechy i jest to także wygrana w konkursie kreatywnym, w którym wzięło udział -uwaga- zaledwie 4 osoby! Przy takiej konkurencji szanse na wygraną są dużo większe niż w tradycyjnych rozdaniach. Były w dodatku dwie nagrody i ja dostałam jedną z nich. Dziękuję! :)
Na blogu u Kasi poszczęściło mi się w rozdaniu. Od razu po przeglądnięciu zawartości oczarowała mnie pomadka z Essence (odcień 08 colour crush). Poza tym wosk i moje pierwsze samplery YC. Cień w kremie z Maybelline Color Tatto 40, róż Sleek Antique, tusz do rzęs z Gosh, maseczka aloesowa, której brak na zdjęciu. Kasiu jeszcze raz dziękuję za cudowną paczkę!
To nie koniec dobroci. Również u Kasi, ale z bloga Place of Woman udało mi się wygrać odsypkę słynnych meteorytów Guerlain - Meteorites Perles Du Paradis. Jak zobaczyłam wyniki tego rozdania to aż mi serce mocniej zabiło. Te kuleczki to było takie moje kosmetyczne marzenie, którego ze względu na cenę póki co nie mogłam spełnić. Oczekiwałam tylko kuleczek, a patrzcie co przysłała mi Kasia! Pudełeczko z paskiem, a w środku oprócz drogocennych kulek, z których już się cieszyłam jak dziecko znalazłam: pomadkę z MUA, piękny lakier z NYC, czekoladową maseczkę i moje pierwsze pyszności z LUSH'a, a dokładniej 2 mini mydełka. No same perełki! Kasiu dziękuję jeszcze raz przeogromnie za te cudowne dodatki i meteoryty. <3
Po zakończeniu akcji maseczkowej w Malinowy Klubie zostało zorganizowane rozdanie maseczek Tołpa. Razem z kilkoma innymi dziewczynami załapałam się do testów i otrzymałam swój zestaw 11 maseczek. Tzn. nie wszystkie wiekowo się dla mnie nadają, ale większość tak. Aby otrzymać paczkę z Malinowego Klubu należy opłacić przesyłkę, co może nie wszystkim osobom się podoba. Takie są jednak zasady i mi to bardzo odpowiada, bo gdzie za ok. 10zł kupimy 11 maseczek z Tołpy? :)
Zdawałoby się, że prezentów już dość, ale wczoraj odwiedził mnie jeszcze mój osobisty Mikołaj, (no dobra TŻ ma inaczej na imię), od którego dostałam coś czego kompletnie się nie spodziewałam - mini tablet! Nawet pamiętam, że kilka dni temu u jednej z Was na pytanie o prezenty jakie chciałoby się dostać na mikołaja zostawiłam komentarz, że marzy mi się tablet, ale to na pewno się nie spełni. A jednak, marzenia się spełniają! Jest to tablet 7" z Androidem. Muszę pościągać przydatne aplikacje. Czytałam już na nim Wasze notki i komentowałam, oglądałam serial. Może Instagram sobie założę? Bo w moim telefonie mam Windowsa na którym ta aplikacja nie działa. :)
Uff to tyle prezentów. Napiszcie czy coś Was szczególnie zainteresowało? Może pokazać Wam lakier z NYC na paznokciach lub pomadkę Essence na ustach?
Lecę teraz na Wasze blogi zobaczyć co u Was słychać. :)
- 7.12.13
- 78 Komentarze
Wczoraj kurier odwiedził mnie z wielką paczką. Paczką od siostry, która mieszka w Anglii. Co jakiś czas przysyła nam do domu różne rzeczy, ubrania, dodatki (z Primarku w szczególności), kosmetyki, prezenty dla 5 letniej chrześnicy. Codziennie rozmawiamy na Skype, więc pewnego dnia powiedziałam jej, żeby kupiła mi kredki do ust - MUA POWER Pout Colour intense tint & balm. Po przekopaniu się przez pół pudła ciuchów, ogromny zamek i cukiernię Hello Kitty dla chrześnicy na mikołaja, dorwałam niewielki woreczek z kosmetykami, a w nim moje zamówione kredeczki i nie tylko.
Sugerując się zdjęciami z zagranicznych blogów wybrałam 3 odcienie:
Irreplaceable- delikatny róż wpadający w liliowy fiolecik, na pierwszy rzut oka podoba mi się najbardziej z tej całej trójeczki, ale pozostałe 2 odcienie także są bardzo ładne;
Justify - w opakowaniu pomarańczowa, na ustach bardziej koralowa;
Broken Hearted - ten odcień określiłabym jako lekki wiśniowy.
Wszystkie odcienie na dłoni wyglądają na dość mocne i kryjące. W nazwie zostały określone balsamem i tak właśnie zachowują się na ustach. Bardzo przyjemnie się ich używa. Mogę je porównać do balsamów koloryzujących Colour Riche Balm z L'oreal, ale są od nich dużo wyraźniejsze. Tak się złożyło, że kosmetyki w szafie MUA były w promocji 3za2. Jedna kredka kosztuje 3funty, czyli ok. 15zł. Łatwo więc policzyć, że za jedną kredkę wyszło ok. 10zł. Tanio! Zapraszam do obejrzenia zdjęć. :)
A tak wybrane przeze mnie odcienie prezentują się na ustach.
Dzisiaj to tylko takie moje pierwsze wrażenia po użyciu tych kredek. Nie ma co oczekiwać długotrwałości na ustach za tę cenę, ale nie jest źle. Podczas jedzenia ścierają się i powoli zanikają, bez jedzenia utrzymują się do ok. 2-3 godzin. Są to moje pierwsze pomadki w
kredce. Myślałam, że skuszę w Rossmannie na jakąś z Bourjois ale skoro
mam te z MUA, to już mi wystarczy póki co. :)
W paczce znalazłam jeszcze cienie trio z MUA x3, 2 lakiery z Revlonu i 1 brązowo-złoty, który był dodatkiem do gazety.
A Wy jakie macie pomadki/błyszczyki do ust w kredce? Któraś z MUA spodobała Wam się szczególnie? :)
- 27.11.13
- 64 Komentarze
Witajcie w niedzielne popołudnie! Jak Wam mija czas? Bo ja mam dzisiaj bardzo leniwy dzień. Spałam sobie dość długo, bo do 10. W ogóle nie chciało mi się wychodzić z łóżka, bo: za oknem lał deszcz przez co było ciemno i ponuro, a w dodatku w domu zimno. Teraz już się poprawiło, deszcz nie pada, w centralnym zapalone, siedzę sobie z kubkiem herbaty obok laptopa i piszę dla Was ten post. A co później? Poodwiedzam Wasze blogi i spędzę wieczór w domu przed TV. :)
Weny do pisania jakoś dzisiaj też nie mam, więc postawiłam na bardziej obrazkowy post z pomadką MUA w odcieniu 15 Juicy w roli głównej. Jest to kryjąca pomadka w lekkim brzoskwiniowo-koralowym odcieniu. Ma aksamitną kremową konsystencję, ale niestety lubi podkreślać suche skórki. Dobrze więc przed pomalowaniem ust nałożyć na nie coś nawilżającego.
Pomadki MUA mają bardzo fajne według mnie opakowania, w których widać ich kolor bez konieczności otwierania.
Po okręceniu kolorowego dna okazuje się, że jest tam mini błyszczyk, o czym przez kilka miesięcy nie miałam pojęcia! Taka niespodzianka. :D
Kosztują one 1 funciaka,
lub można je dostać jeszcze taniej w promocji 3 za 2. Niestety z
dostępnością w Polsce słabo, ale można je znaleźć w internetowych
sklepach kosmetycznych lub na allegro.
Gramatura: 3,8g
Cena: 1 funt
Dostępność: szafy MUA (Wielka Brytania), internet
Znacie pomadki MUA? Jakie inne odcienie możecie polecić?
- 10.11.13
- 71 Komentarze
Dzisiaj przyszedł czas na recenzję i swatche paletki 12 cieni do powiek MUA Undressed. Paletki cieni lubię głównie za to, że zapewniają nam od kilku do nawet kilkudziesięciu cieni w jednym miejscu. Mamy pod ręką zestaw odcieni, który teoretycznie powinien dobrze ze sobą współgrać. Nie zawsze się to sprawdza w praktyce, ale są takie zdolne kobietki, które wyciągają cienie w opakowań i tworzą własne paletki. Ja jeszcze nie próbowałam, ale chętnie bym sobie taką patelkę zrobiła z moim ulubionych poszczególnych cieni. Boję się jednak, że jak zacznę przy tym majstrować to będzie więcej strat niż korzyści, dlatego narazie się za to nie zabieram. :)
Paletka Undressed jest w dość neutralnych kolorach. Opakowanie ma przezroczyste wieczko, brak lusterka. Cienie idealnie nadają się do makijaży dziennych, zwłaszcza górny rząd. Zauważyłam, że 4 z nich są słabo napigmentowane, ale na szczęście z użyciem bazy można podbić kolor. W paletce przeważają cienie błyszczące, tylko 2 są matowe. Ostatnio szczególnie upodobałam sobie 2 i 4 cień z górnego rzędu. Cienie z użyciem bazy wytrzymują na powiekach dość długo do ok. 8 godzin.
Paletka Undressed jest w dość neutralnych kolorach. Opakowanie ma przezroczyste wieczko, brak lusterka. Cienie idealnie nadają się do makijaży dziennych, zwłaszcza górny rząd. Zauważyłam, że 4 z nich są słabo napigmentowane, ale na szczęście z użyciem bazy można podbić kolor. W paletce przeważają cienie błyszczące, tylko 2 są matowe. Ostatnio szczególnie upodobałam sobie 2 i 4 cień z górnego rzędu. Cienie z użyciem bazy wytrzymują na powiekach dość długo do ok. 8 godzin.
Pojemność: 12 cieni, 9,6g
Cena: 4 funty
Dostępność: sklepy MUA (niestety niedostępne w PL), internet
Paletka MUA Undressed jest określana jako tańszy odpowiednik palety cieni Urban Decay Naked. Tej drugiej ja niestety nie mam, wiec nie mogę zrobić dla Was porównania, ale w internecie można znaleźć takich sporo. Np. tutaj i tutaj lub tutaj autorki blogów pokazują każdy cień z paletki MUA tuż przy kolejnych cieniach z Naked. Różnica w kolorach jest naprawdę niewielka. Zapewne cienie z Naked są lepszej jakości i dłużej się utrzymują, ale jeśli ktoś nie może sobie pozwolić taki wydatek, a marzy o tej palecie, to może zaspokoić głód kupując sobie MUA Undressed. :)
Makijaże z użyciem MUA Undressed pojawią się w osobnych postach. A tak "mieszkają" obecnie moje wszystkie paletki. Jest ich póki co 6. Na blogu pisałam już o palecie Sleek - Snapshots i kolorowej Technic Electric Beauty. Pozostałe to Sleek'i: Storm, Au Naturel, Oh So Special. No i dzisiaj przedstawiona paletka z MUA.
Co sądzicie o paletkach z MUA? A może któraś z Was ma paletki MUA Undressed i Urban Decay Naked?
- 26.9.13
- 108 Komentarze









