- 19.7.14
- 58 Komentarze
Hej! Czerwiec już za nami, postanowiłam zatem zebrać i pokazać Wam kosmetyki (i nie tylko), które dostarczył mi listonosz lub kurierzy. A mieli co nosić, oj mieli. Oprócz paczek z kosmetykami były też przesyłki z ubraniami, dostałam m.in. paczkę od sklepu Rosewholesale, ale o niej napiszę w osobnym poście, postaram się jeszcze w tym tygodniu. :)
Najpierw może zacznę od kosmetyków, które przesyłały mi firmy w ramach współpracy. Pierwsza paczuszka pochodzi ze sklepu hairstore.pl, z którym współpracuję najdłużej - jest to sklep fryzjerski, w którym znajdziemy też kosmetyki do pielęgnacji twarzy i chciała oraz trochę kolorówki. Jak zawsze mogłam sobie wybrać coś wedle uznania lub skorzystać z porad eksperta. Jako, że moje włosy nie są zbyt problematyczne zazwyczaj sama wybieram kosmetyki. Tym razem skusiłam się na nowość z L'oreal - szampon rozświetlający z serii Mythic Oil. Ciekawe czy moje włosy będą po nim pięknie błyszczeć w słońcu? Do tego dorzuciłam dwa kremy do rąk z Palmer's - w wersji shea i z masłem kakowym. Są one w małych tubkach, więc będą idealne do torebki.
Tonik oczyszczający i żel do mycia twarzy to kosmetyki, które wybrałam sobie do testów z Fitomedu. Ostatnio cera mi się jakoś bardziej przetłuszcza, pewnie przez wysokie temperatury stąd mój wybór właśnie takich kosmetyków. Oba kosmetyki są ziołowe, tonik ma świetny skład, ale więcej o nich dowiecie się z recenzji. :)
Kolejna paczuszka to żel do higieny intymnej z Equilibry. Tutaj firma wysyła kosmetyki losowo, ale przyznam, że dobrze tym razem trafiła, bo akurat kończy mi się żel z Facelle. :)
Pozostając w temacie higieny intymnej... Załapałam się do testów ulepszonych podpasek Always na portalu TRND. Jest to moja pierwsza taka kampania w której biorę udział. Zostałam jedną z 3000 testerek, więc jak widać firma przeznaczyła ogrom produktów. Akurat Always to moje najulubieńsze podpaski więc przydadzą się. Nie martwcie się, recenzji na blogu nie będę robić. Część jest dla mnie, a część do rozdania. :)
Kolejne przesyłki to wygrane w konkursach i rozdaniach. Od Justyny dostałam borówkowy żel pod prysznic z The Body Shop i masło tzn. luksusowy krem do ciała z Eveline. Żele z TBS bardzo lubię, są gęste i przyjemne w użytkowaniu. A krem z Eveline miałam już kiedyś i był bardzo fajny.
U Ewy z bloga w odcieniach nude wygrałam 4 kredki z Maybelline:-Master kajal w kolorze Dark Jade oraz Lapis Blue,
-Master Smoky w kolorze Smoky Violet oraz Smoky Black.
Akurat kredek mam niewiele, więc bardzo ucieszyłam się z tej wygranej. Wszystkie są w bardzo fajnych odcieniach, takich idealnych do codziennych makijaży. Póki co najczęściej sięgam po niebieską. :)
Poszczęściło mi się jeszcze u Czarodziejki i będę miała okazję zapoznać się z kosmetykami Balea z serii limitowanej Mango Mambo, a dokładniej z balsamem i żelem pod prysznic. Kosmetyki pachną super, ale jeszcze ich nie używałam. Czekają na swoją kolej. Dostałam też śliczną pocztówkę (a jak wiecie to pocztówki uwielbiam dostawać i wysyłać też). :)
I na koniec jeszcze ampułki Maricium z Biodermy. Czytałam o nich pozytywne opinie, użyję ich pewnie po wakacjach, by odżywić cerę. Swego czasu na blogach było naprawdę sporo rozdań z tymi ampułkami. Jeden zestaw wygrałam u Angeliki, a drugi u Agi. Tym sposobem mam kurację na 10 dni. :)
Na FanPage'u Joko wraz z innymi dziewczynami dostałam się do testowania nowych pomadek Long Lasting. Ja wybrałam odcień 38, nic więcej nie zdradzę, bo niedługo pojawi się notka opatrzona zdjęciami. :)
Do przesyłek czerwca zalicza się jeszcze paczka z kosmetyki do pielęgnacji stóp od SHEFOOT, którą pokazywałam dokładnie tutaj. To właśnie w ramach tej współpracy na blogu trwa do 3 lipca rozdanie (baner u góry na pasku bocznym). A moje zakupy pokazywałam Wam początkiem czerwca tutaj. Kupiłam sobie podkład mineralny, dwa pędzle z Hakuro i kredkę NYX, która już trafiła do czerwcowych ulubieńców. :)
Jeśli znacie któryś z tych kosmetyków, koniecznie napiszcie jak się u Was sprawdza, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. Życzę Wam miłego popołudnia!
- 1.7.14
- 77 Komentarze
Witajcie w nowym tygodniu czerwca! Piękny maj już za nami, ale czerwiec także lubię, m.in. dlatego, że to miesiąc moich urodzin no i truskawek oczywiście. Ale dzisiaj zupełnie o czym innym. Jakiś czas temu w ramach współpracy z firmą Fitomed wybrałam sobie do testów olej ze słodkich migdałów. Do wyboru skłoniły mnie oczywiście Wasze pozytywne opinie i wszechstronność tego kosmetyku. :)
Migdały to zdrowa przekąska (bardzo lubię podjadać!), a olej ze słodkich migdałów to cenny składnik wielu kosmetyków i ceniony od wieków kosmetyk sam w sobie. Dzięki zawartości NNKT (niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych), witamin z gruby B, A i E, soli mineralnych, protein ma znakomite właściwości nawilżające, wygładzające i przeciwstarzeniowe. Polecany jest szczególnie dla suchej i bardzo suchej skóry. Pomaga w leczeniu egzemy, łuszczycy, swędzącej i podrażnionej skóry. Podobno stosowany regularnie zapobiega powstawaniu rozstępów, więc jest polecany kobietom w ciąży.
Recenzowany przeze mnie olej jest zimnotłoczony, a tylko takie i nierafinowane oleje gwarantują wysokie właściwości pielęgnacyjne. Oznacza to też, że data przydatności takich olejów jest krótsza od rafinowanych. Można by powiedzieć coś za coś. Na kartoniku ani na butelce oleju z Fitomedu nie ma określonej daty przydatności, co uważam za minus. Ja swoją przygodę z olejami zaczęłam stosunkowo niedawno i nie wiem w jakim dokładnie czasie należy zużyć olej ze słodkich migdałów przed zjełczeniem, zepsuciem. Przeważnie w przypadku olejów naturalnych jest to 3-6 miesięcy od otwarcia. Olej z Fitomedu ma pojemność 150ml, więc sporo, zważywszy że wystarczy niewielka ilość w przypadku pielęgnacji twarzy czy ciała. Nieco szybciej go ubywa jeśli stosowany jest do olejowania włosów i ja głównie w tym celu go używam.
Recenzowany przeze mnie olej jest zimnotłoczony, a tylko takie i nierafinowane oleje gwarantują wysokie właściwości pielęgnacyjne. Oznacza to też, że data przydatności takich olejów jest krótsza od rafinowanych. Można by powiedzieć coś za coś. Na kartoniku ani na butelce oleju z Fitomedu nie ma określonej daty przydatności, co uważam za minus. Ja swoją przygodę z olejami zaczęłam stosunkowo niedawno i nie wiem w jakim dokładnie czasie należy zużyć olej ze słodkich migdałów przed zjełczeniem, zepsuciem. Przeważnie w przypadku olejów naturalnych jest to 3-6 miesięcy od otwarcia. Olej z Fitomedu ma pojemność 150ml, więc sporo, zważywszy że wystarczy niewielka ilość w przypadku pielęgnacji twarzy czy ciała. Nieco szybciej go ubywa jeśli stosowany jest do olejowania włosów i ja głównie w tym celu go używam.
Olej ma żółtawy kolor i mało migdałowy zapach. Ma płynną postać, nie trzeba go rozgrzewać tak jak np. oleju kokosowego. Jeśli chodzi o opakowanie i dozowanie to nie mam żadnych zarzutów. Przez mały otworek olej nie leje się na przepadło, trzeba troszkę przycisnąć butelkę, jeśli akurat zależy nam na większej ilości np. do olejowania włosów czy przy dodawaniu olejku do kąpieli.
Przejdźmy do działania. Jak prawie każdy olej naturalny, tak i ten ze słodkich migdałów ma bardzo szerokie zastosowanie. Ze względu na właściwości przeciwstarzeniowe staram się często go używać do pielęgnacji skóry szyi i dekoltu. Czasami dodaję kilka kropel dla wzbogacenia balsamu czy masła oraz kremu pod oczy. Skóra jest wyraźnie nawilżona. Nie przepadam za aplikacją bezpośrednio na skórę, bo trochę długo się wchłania. Zrobiłam to tylko kilka razy po dłuższym przebywaniu na słońcu, wtedy co było kilka upalnych dni w maju. Najczęściej i najwięcej zużywam go do włosów. Nakładam go na sucho na kilka godzin przed myciem. Moje włosy są naturalne, niefarbowane, nisko/średnio porowate. Łatwo się go zmywa, a włosy są odżywione i takie jakby bardziej miękkie. Podobno świetnie służy włosom wysokoporowatym. Olej jest bardzo wydajny. Używam go już od kilku tygodni, a mam jeszcze prawie pół butelki do zużycia.
Olej można wykorzystywać także do zabezpieczenia końcówek czy (w niewielkiej ilości) całych włosów podczas pobytu nad wodą, w celu ochrony przed słońcem, wiatrem, piaskiem. Może być używany do masażu ciała.
Pojemność: 150 ml
Cena: 17 zł
Dostępność: sklep internetowy Fitomed lub wybranych sklepach zielarsko-medycznych
Podsumowując, olej ze słodkich migdałów ma wspaniałe właściwości. Na pewno każdy wykorzysta go w dogodny dla siebie sposób. 150 ml opakowanie z Fitomedu starczy na długo, warto podzielić się nim z domownikami, by po prostu nie zjełczał i nie stracił zbyt wcześnie swoich właściwości.
Używałyście oleju ze słodkich migdałów? A może znacie inne godne uwagi oleje z Fitomedu?
- 3.6.14
- 44 Komentarze
Witajcie! Jakiś czas temu rozpoczęłam współpracę z zapewne znaną Wam polską firmą Fitomed. Do testów mogłam sobie wybrać dwa kosmetyki. Wiedziałam, że wybór padnie m.in. na jakiś płyn do twarzy. Najpierw miałam ochotę wziąć różany, ale ostatecznie padło na oczarowy z kwiatem pomarańczy, ponieważ jest on przeznaczony do do cery tłustej i mieszanej. Różany natomiast był go wygrania w moim ostatnim konkursie, który zakończył się kilka dni temu (wyniki pojawią się jutro). Sama też z pewnością kiedyś się na niego skuszę, bo podobno nadaje się do każdej cery, nie tylko suchej jak pisze producent. W końcu to tylko mgiełka, nie jakiś krem czy serum, więc nie ma co stawiać zbyt wygórowanych wymagań. Fitomed oferuje jeszcze płyn lawendowy do cery zmęczonej, więc mamy do wyboru 3 wersje. Przejdźmy do recenzji oczarowego.
Płyn otrzymujemy w przezroczystej butelce z atomizerem. Rozpyla on dość delikatną mgiełkę. Nawet po kilku psiknięciach na twarzy nie robią się duże krople. Można go pozostawić do wchłonięcia lub osuszyć chusteczką. Ja zazwyczaj wybieram tę pierwszą opcję. Często używam go przy pomocy wacika, przemywając twarz po demakijażu. Płyn zbiera wtedy ewentualne pozostałości makijażu. Co mi się w nim podoba to to, że nie powoduje uczucia ściągnięcia, a nawet wręcz przeciwnie - pozostawia cerę przyjemną w dotyku i lekko nawilżoną. Łagodzi podrażnienia i delikatnie zwęża pory. Używam go też w ciągu dnia do odświeżenia. Trochę się obawiałam, że przy pełnym makijażu może się to skończyć rozmazaniem lub jakimiś plamami w podkładzie, ale nic takiego się nie dzieje.
Mgiełki do odświeżania w ciągu dnia powinny mieć zapach, który sprawi, że będziemy po nie sięgać z przyjemnością. Przyznam, że zapach płynu oczarowego z początku mnie nie zachwycał. Nie poczułam znanego mi zapachu owocu pomarańczy, który miałam w głowie. Dopiero sobie wygooglowałam, że hydrolat neroli otrzymywany jest z kwiatów gorzkiej pomarańczy, której surowe owoce nawet nie są jadalne ze względu na intensywną gorycz i kwaśność, ale są z powodzeniem wykorzystywane w przemyśle kosmetycznym i perfumeryjnym. Zapach kwiatu neroli ponoć leczy bezsenność, depresję, działa odprężająco i relaksująco. Jest to specyficzny zapach, trochę ziołowy, a trochę kwiatowy. Nie wiem sama czy czuć bardziej oczar czy kwiat pomarańczy (neroli), bo nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tymi zapachami (chyba, ze w jakiś perfumach, czego nawet nie jestem świadoma). Myślałam, że się do niego nie przyzwyczaję, ale już po kilku dniach zupełnie mi nie przeszkadzał, a nawet go polubiłam. Dzięki takiej kompozycji mgiełka działa orzeźwiająco, szczególnie z rana, gdy psikam nią twarz przed wykonaniem makijażu.
Poniżej aktualny skład na zdjęciu. Wcześniej skład był nieco inny i można było w nim znaleźć takie składniki jak: Neroli (Fragrance), C.I.15985, DMDM Hydantoin,
Methylchloroisothiazolinone (and) Methylisothiazolinon. Dobrze więc, że firma udoskonala swoje kosmetyki, usuwa/zamienia składniki, konserwanty, które mogą podobno wykazywać szkodliwe działanie (np. DMDM Hydantion). Fitomed promuje się pod nazwą ziołowych i naturalnych kosmetyków, więc dobrze by było to widoczne także w składach kosmetyków a nie tylko w nazwie. :)
Pojemność: 200ml
Cena: 12zł
Dostępność: sklep internetowy Fitomed lub wybrane apteki, sklepy zielarskie (listę sklepów i aptek znajdziecie tutaj)
Podsumowując, płyn oczarowy z powodzeniem można stosować zamiast toniku lub wody termalnej. Kiedyś uważałam tego typu kosmetyki za zupełnie zbędne, a teraz taki płyn przykładowo nie dość, że zastępuje mi tonik to jeszcze mogę nim w każdej chwili odświeżyć cerę, a nawet makijaż w ciągu dnia. Przydaje się też do zwilżania maseczek glinkowych, które ostatnio bardzo polubiłam. Łagodzi podrażnienia np. po peelingu i delikatnie nawilża cerę. Jeśli boicie się zapachu oczaru i neroli to do wyboru jest jeszcze wersja różana i lawendowa.
P.S. Ta majowa pogoda mnie dobija, u mnie ciągle leje! :(
Co sądzicie o tym płynie, używacie takich mgiełek do twarzy? :)
- 15.5.14
- 71 Komentarze
Witajcie!
Dzisiaj będzie tzw. luźny post, pokażę Wam co w kwietniu przyniósł mi
listonosz. Są to głównie przesyłki od firm w ramach współprac barterowych oraz moje wygrane w konkursach. Przemyciłam też do postu mój wczorajszy zakup balerinek. :)
Zacznę od paczuszki, która przyszła do mnie na samym początku miesiąca z Triny.pl.
Na FanPage'u sklepu organizowany był to konkurs fotograficzny na
najlepsze zdjęcie kosmetyku z oferty sklepu w jakiejś dowolnej scenerii.
Wygrywających było chyba 4 lub 5, już nie pamiętam, a zgłoszeń mało,
więc szanse na wygraną były dość duże. Do wygrania była dowolna nowość z
Body Desserts (ja wybrałam czekoladowo-truskawkowy mus do ciała) oraz bon 40zł na zakupy. Za bon z malutką dopłatą za nadwyżkę wybrałam olejek do włosów SESA w wersji egzotycznej i ziołową pastę do zębów bez fluoru z Dabur z bazylią. Kiedyś pisałam Wam o innej paście Dabur z neem, polecam.
Opakowanie musu wygląda jak kubek lodów, lepiej trzymać z dala od dzieci. Sam mus jest lekki i lepiej sprawdzi się latem niż teraz, ale nie mogłam się powstrzymać przed wypróbowaniem. Niedługo pojawi się recenzja. :)
Poniższe płyny micelarne otrzymałam zupełnie niespodziewanie w ramach przynależności do Klubu Elfa Pharm. To nowość marki Green Pharmacy, muszę przyznać, że płyny spisują się całkiem nieźle. Postaram się napisać recenzję tych miceli na początku maja. :)
W ramach stałej współpracy ze sklepem hairstore.pl otrzymałam do testów wybrany przez siebie szampon nawilżający z olejkami Macadamia. Do tego dostałam dwie malutkie próbki. Czytałam różne opinie o kosmetykach Macadamia od pozytywnych do negatywnych i mówiących o tym, że nie warte są one swojej (wysokiej) ceny. Ale w końcu mogę się sama przekonać jak to jest. Wniosków jeszcze żadnych nie mam, bo szampon używam od niedawna.
Kolejna paczuszka zawierała olej ze słodkich migdałów i płyn oczarowy z Fitomedu. Kosmetyki te wybrałam kierując się Waszymi pozytywnymi recenzjami i nie żałuję. Drugą buteleczkę oleju ze słodkich migdałów + słynny płyn różany możecie wygrać w moim rocznicowym rozdaniu - odnośnik po prawej stronie bloga.
Poniższe kosmetyki to wygrana w rozdaniu u Karoliny. Nagrodą były: kajal Hashmi (czyli orientalny preparat ziołowy w postaci
czarnej pasty w tubce, który może zastępować czarną kredkę lub eyeliner, nie zawiera ołowiu) oraz dowolne mydełko marsylskie dostępne w sklepie Etnobazar.pl, wybrałam orzeźwiającą wersję miętową.
Odbiegając trochę od kosmetyków... Wczoraj kupiłam sobie wreszcie nowe balerinki na wiosnę. Niebieskie najzwyklejsze na świecie spodobały mi się ze względu na kolor. Mam w podobnym odcieniu torebkę i kilka ciuchów. Beżowe z kokardką marzyły mi się od dawna, ale nigdzie nie mogłam znaleźć w miarę wygodnych, aż do wczoraj. :)
Wczoraj natomiast odebrałam paczuszkę ze świecą zapachową Ylang Ylang & Black Cyrrant PartyLite, którą wygrałam u Pauliny z bloga malapuderniczka.pl. Świeca pachnie bosko już w samym opakowaniu. Jeszcze jej nie świeciłam, ale na pewno zrobię to w najbliższych dniach.
Tak się złożyło, że sama z kosmetyków w kwietniu nie kupiłam nic.
Byłam w Rossmannie z myślą o zakupie podkładu Bourjois Healthy Mix, ale odcień który chciałam, czyli nr 51 był oczywiście wykupiony. Sama nie wiem na co liczyłam idąc do Rossmanna dopiero kilka dni po rozpoczęciu promocji. Postanowiłam, że zamówię sobie podkład mineralny z Annabelle Minerals. Miałam już kiedyś wersję kryjącą, teraz skuszę się na polecaną i ponoć lepszą od kryjącej wersję matującą. Tylko jeszcze zastanawiam się nad odcieniem, może któraś z Wam ma lub miała podkład z AM i powie mi, jaki odcień najbliżej pasuje do popularnego podkładu Revlon CS 150 Buff? Zastanawiałam się też nad podkładem z Lily Lolo, ale ten kosztuje ponad 70zł, może innym razem się na niego skuszę.
Miałyście coś z moich nowości? :)
- 25.4.14
- 86 Komentarze
Kosmetyk, który dzisiaj Wam przybliżę to połączenie maseczki z peelingiem. Jest to produkt marki Fitomed. Tajemnicze K+K w nazwie to korund + kwas mlekowy (4%). Kosmetyk wygrałam w jednym z konkursów jakie były organizowane kilka tygodni temu na blogach. Mi się poszczęściło u Agnieszki z bloga Kobiecy "lajfstajl" (dziękuję jeszcze raz!). Przyznam, że nie miałam wcześniej takiego produktu łączącego peeling z maseczką w jedno. Zazwyczaj to najpierw robiłam sobie peeling, a później nakładałam na twarz maseczkę. Maseczka Fitomed działa na zasadzie podobnej do popularnego zabiegu kosmetycznego pod nazwą mikrodermabrazja. Ma działanie przeciwzmarszczkowe, złuszczające i rozjaśniające. Szczegółowy opis produktu znajdziecie tutaj. Zapraszam do mojej recenzji. :)
Maseczkę zrecenzowałam w ramach akcji październik miesiącem maseczek.
Opakowanie jest bardzo proste
- słoiczek o pojemności 50ml, typowy raczej dla kremów, z dodatkowym
wieczkiem zabezpieczającym pod zakrętką. Etykietka z dokładnym opisem,
datą produkcji - w moim przypadku 1 października 2013 (maseczka ważna
jest 8 m-cy od tej daty, a 3 miesiące od otwarcia) oraz przestrogą, aby
nie stosować maseczki pod oczy oraz do cery suchej, naczynkowej,
łuszczącej się.
Maseczka-Peeling K+K ma konsystencję hydrożelu. Jest dość rzadka, ale nie spływa z twarzy. Zapach jest trochę chemiczny, ostry, ale maseczki nie nakłada się na długo, więc do zniesienia.
Po nałożeniu na twarz z pominięciem okolic oczu czekam zalecane kilka minut, a następnie robię sobie peeling tym co na twarzy zostało po wchłonięciu maseczki. Drobinki korundu, które mają wspomóc działanie peelingujące są jak drobniutki piasek. Nie są one bardzo ostre, ale dobrze spełniają swoje zadanie, wygładzają cerę i złuszczają martwy naskórek. Po zmyciu ich letnią wodą cera jest delikatnie rozjaśniona, bardzo dobrze oczyszczona, wygładzona, nie ma śladu po suchych skórkach. Po całym zabiegu nakładam na twarz krem nawilżający. Kosmetyk ma też za zadanie spłycić "kurze łapki", ja mam ich póki co malutko i nie zauważyłam większych zmian w tej kwetstii.
Wydajność jest bardzo duża, nie wiem czy zdążę zużyć produkt w ciągu 3 miesięcy. W przypadku mojej cery nie wystąpiły żadne podrażnienia ani uczulenie. Nie było pieczenia, łazawienia (omijam okolice oczy) ani zaczerwienień. Pamiętajcie, że kosmetyk nie nadaje się do skóry suchej, naczynkowej oraz łuszczącej się. W przypadku ranek mogą wystąpić podrażnienia, uczucie pieczenia. Należy omijać okolice oczu.
Skład INCI: aqua, korund, lactic acid, glycerin, hydroxyethyl
acrylate, sodium hyaluronate, sodium acryloyldimethyl taurate copolymer,
D-panthenol, trilaureth-4-phosphate caprylic/capric triglyceride, peg-7
glyceryl cocoate, phenoxyethanol, ethylhexylglycerine.
Pojemność: 50ml
Cena: 27zł
Dostępność: sklep Fitomed
Jest to kosmetyk z edycji limitowanej, na stronie sklepu widać pozostałą liczbę opakowań.
Podsumowując, mój pierwszy kosmetyk marki Fitomed pozytywnie mnie zaskoczył. Bardzo podoba mi się połączenie maseczki i peelingu. Kosmetyk nie nadaje się do każdej cery, ale w przypadku mojej mieszanej sprawdził się świetnie. Efekty było widać już po pierwszym użyciu. Cera jest gładka i oczyszczona. Decydując się na zakup najlepiej podzielić się z kimś zawartością, bo nie sposób zużyć całe opakowanie w 3 miesiące stosując maseczkę 1x na tydzień. :) Czuję się zachęcona do wypróbowania innych kosmetyków tej firmy.
Znacie ten produkt? Lubicie kosmetyki marki Fitomed, czy są one Wam jeszcze nieznane?
- 23.10.13
- 36 Komentarze







