- 11.7.14
- 60 Komentarze
Hej kochani! Jak Wam mija długi weekend majowy? Ja nigdzie się jeszcze nie wybrałam, pogoda u mnie w kratkę, poza tym chłopak dzisiaj w pracy (służba, nie drużba) i zostałam sama w domu. Na prawdziwą majówkę wybierzemy się dopiero w drugiej połowie miesiąca. Marzy mi się Zakopane, ale zobaczymy co z tego wyjdzie... :)
A tymczasem zapraszam Was na przegląd moich kwietniowych ulubieńców kosmetycznych. Większość z tych kosmetyków znam już długo, najkrótszy staż w mojej łazience ma olejek do włosów SESA, ale już zdążyłam go polubić.
Zacznę od ulubionego w ostatnich tygodniach zapachu - Calvin Klein Eternity. Flakonik może nie należy do najpiękniejszych, ale zapach uwiódł mnie bezgranicznie - jest zmysłowy, elegancki, bardzo kobiecy. Idealny na randkę, nadaje się też na co dzień, trzeba tylko uważać by z nim nie przesadzić. To może i dobrze, bo cena wysoka, więc dłużej nam posłuży.
Nuty zapachowe:nuty głowy: frezja, mandarynka, szałwia,
nuty serca: konwalia, biała lilia, nagietek, narcyz,
nuty podstawy: paczula, drewno sandałowe, ambra.
Od jakiegoś czasu na włosy stosuję olej SESA w wersji egzotycznej. Jeśli nie stoi w cieple to ma stałą postać, trzeba go delikatnie pogrzać przed użyciem. Wiele z Was pisało, że wersja zwykła nie pachnie przyjemnie, postawiłam więc od razu na egzotyczną, by się nie zrazić - był to bardzo dobry wybór. Olejek świetnie służy moim włosom - są ładnie błyszczące i nawilżone, pojawia się też coraz więcej baby hair. Mam nadzieję, że dalej stosowany przyniesie jeszcze lepsze efekty niż do tej pory. Poużywam go jeszcze jakiś czas i na pewno napiszę o nim więcej.
Kolejnym ulubieńcem jest waniliowy peeling do rąk z Eveline. Jest to mój pierwszy peeling dedykowany specjalnie do dłoni. Myślałam, że będzie zostawiał tłustą parafinową warstwę - coś w stylu ''niewidzialnych rękawiczek'', jaką dają niektóre kremy. Ale nie, peeling nie ma nawet w składzie parafiny. Zawiera za to masło shea, kilka ciekawych ekstraktów (z wanilii, cytryny, miodu, kakao, dzikiej róży, aloesu, korzenia lukrecji) oraz olejków (sojowy, ze słodkich migdałów). Dłonie po użyciu takiego peelingu są niezwykle gładkie i przyjemne w dotyku. Pięknie pachnie. Zasługuje zdecydowanie na osobną notkę.
Pomadkę do ust Maybelline Color Whisper w soczystym odcieniu 150 Faint For Fuchsia mam od dawna, ale dopiero w kwietniu zaczęłam jej częściej używać. Jeśli chcecie poczytać o niej więcej i zobaczyć jak prezentuje się na ustach zerknijcie tutaj. Czekam teraz na obniżkę -49% na kosmetyki do ust w Rossmannie by kupić inny odcień.
Na uwagę zasłużył sobie też cień L'oreal 016 Coconut Shake. Ostatnio nie szalałam z makijażem oczu, a czasem ograniczałam go do minimum pokrywając powieki tylko tym cieniem w celu wyrównania kolorytu. Do aplikacji na szybko służył mi jeden z czwórki pędzli, które zamówiłam jakiś czas temu na ebay'u. Do tego kreska, wytuszowane rzęsy, podkreślone brwi i makijaż oczu gotowy.
I tak oto prezentują się moi kwietniowy ulubieńcy. Wyłapałam kosmetyki, które pod różnymi względami podbiły moje serce w ostatnich tygodniach. Jak co miesiąc ulubieńców byłoby o wiele więcej, gdybym włączyła tutaj kosmetyki, których używam regularnie, ale nie o to w takich postach chodzi.
Ciekawa jestem czy znacie moich ulubieńców oraz po jakie kosmetyki Wy z przyjemnością sięgałyście w ubiegłym miesiącu? :)
- 3.5.14
- 68 Komentarze







