Cześć Dziewczyny!
Dzisiaj chciałam Wam pokazać paletkę cieni Glazel, która znalazła się w moich kosmetycznych ulubieńcach maja. Na dokładne recenzje jeszcze za wcześnie, ale wstępnie jestem z cieni bardzo zadowolona i chciałam Wam przybliżyć odcienie jakie posiadam. Jak wiecie paletkę wygrałam u Kasi, więc nie miałam szansy na samodzielny dobór odcieni, ale o tym czy jestem z wszystkich zadowolona przeczytacie poniżej. Zapraszam!
Dzisiaj chciałam Wam pokazać paletkę cieni Glazel, która znalazła się w moich kosmetycznych ulubieńcach maja. Na dokładne recenzje jeszcze za wcześnie, ale wstępnie jestem z cieni bardzo zadowolona i chciałam Wam przybliżyć odcienie jakie posiadam. Jak wiecie paletkę wygrałam u Kasi, więc nie miałam szansy na samodzielny dobór odcieni, ale o tym czy jestem z wszystkich zadowolona przeczytacie poniżej. Zapraszam!
Paletka jest solidnie wykonana, zamykanie mocno trzyma, przy tipsach radzę uważać. ;) Jedynie napis się troszkę ściera i bardzo łatwo odbijają się na niej palce wraz z wszystkimi liniami papilarnymi, więc wymaga dość częstego czyszczenia. Paleta posiada wbudowane lusterko, które u mnie jest bardzo dobrej jakości (a czytałam, że może zniekształcać). Z tyłu paletki wygrawerowane są numery cieni. Jeśli ktoś miałby życzenie, to na stronie Glazel istnieje możliwość zamówienia palety z własnym grawerem np. nazwą bloga czy krótką dedykacją. Dodatkowo cienie w palecie też można sobie wybrać samemu (brakuje mi ogromnie takiej możliwości przy cieniach Sleek). Według mnie to świetna opcja i możliwe, że kiedyś przy dobrej promocji skorzystam z takiej możliwości.
W górnym rzędzie są cienie idealne do delikatnego dziennego makijażu. 332 to jaśniutki beż, który idealnie nadaje się do rozświetlenia łuku brwiowego, po nałożeniu na powiekę prawie wcale go nie widać, zakrywa jedynie żyłki i służy mi do wyrównania kolorytu. 312 i H18 to bardzo dobrze napigmentowane brązy, przy pomocy których można już zmalować konkretny makijaż. W dolnym rzędzie mamy do czynienia z żywymi kolorami. Jest tu liliowy róż, czyli S 18, bardzo ciemny fiolet H15 i zieleń w stylu zielone jabłuszko 115. Właśnie na ten ostatni nie znalazłam jeszcze pomysłu.
Z opisu producenta wszystkie cienie są matowe, ale w trzech (332, H15, 115) są jednak maleńkie migoczące drobinki. Co prawda ledwo ledwo je widać, ale jak ktoś jest dokładny to może się przyczepić, że producent o tym nie wspomniał. W makijażu drobinki są niewidoczne.
Wszystkie te cienie łatwo się nakładają, są miękkie i takie jakby kremowe, ładnie się rozcierają. Minusem może być to, że lekko się osypują przy nakładaniu. Dobrze najpierw zrobić makijaż oczu, a później reszty twarzy. Ja jeszcze sobie nie wyrobiłam tego nawyku, odruchowo na początku chwytam po pędzel do podkładu, ale czasem jak sobie przypomnę, to pierwsze zabieram się za makijaż oczu. Na osypywanie pomaga też delikatne strzepanie lub zdmuchnięcie nadmiaru cienia z pędzelka. Cienie i bez bazy świetnie się prezentują, a poniżej na zdjęciu nałożyłam je na białą kredkę NYX JUMBO Milk.
I na koniec jeszcze moje nieperfekcyjne makijaże. W obu przypadkach cienie nadkładałam na bazę, jak zazwyczaj zresztą. :) Pierwszy zwykłaczek, idealny na co dzień przy wykorzystaniu cieni z górnego rzędu palety. Przy linii rzęs czarna kreska, a na dolnej linii wodnej NYX JUMBO Milk.
I drugi z wykorzystaniem ciemnego fioletu H15 oraz jaśniejszego fioletu z innej palety. W kącikach rozświetlacz Mary-Lou, a przy linii rzęs granatowa kreska. Na linii wodnej wspominana już wcześniej biała kredka z NYX.
Cienie Glazel dostaniecie na stronie internetowe producenta, za pojedynczy cień trzeba zapłacić ok 20zł, więc bardziej opłaca się zamówić paletę. Warto też czekać na korzystne promocje, nawet do -50%. :)
Podsumowując, dawniej
w ogóle nie potrafiłam posługiwać się matowymi cieniami, wybierałam te
perłowe, a mój makijaż ograniczał się zaledwie do nałożenia jakichś
dwóch podobnych do siebie odcieni, które zlewały się zazwyczaj w jedną
plamę. :) Z czasem zaczęłam dostrzegać zalety cieni matowych, można nimi
stworzyć naprawdę barwne makijaże. W sumie ma na to wpływ także mój
ciągle powiększający się zestaw pędzelków do makijażu oczu, bo co innego
jak się na do dyspozycji 2-3 pędzle, a co innego jak jest ich więcej.
Moja szóstka cieni Glazel nada się spokojnie na wakacyjne wyjazdy, bo można nią
zmalować coś delikatnego i coś szalonego. Póki co jestem z nich bardzo zadowolona.
A Wy znacie cienie Glazel?
- 22.6.14
- 85 Komentarze








